Newsletter Subscribe
Enter your email address below and subscribe to our newsletter
Enter your email address below and subscribe to our newsletter

Olej lniany wyróżnia się składem kwasów tłuszczowych:
W tym artykule przeczytasz o:
To olej mocno nienasycony. Stąd biorą się i jego zalety, i jego kaprysy.
Tu pojawia się rzecz, o której poradniki pielęgnacyjne piszą rzadko. Przegląd kosmetyki włosów opublikowany w “International Journal of Trichology” stwierdza wprost, że oleje nasycone i jednonienasycone dyfundują do wnętrza włosa znacznie lepiej niż oleje wielonienasycone. Sztandarowym przykładem wnikania jest olej kokosowy, bo kwas laurynowy ma małą masę cząsteczkową i prosty łańcuch. Olej lniany leży na przeciwnym biegunie tej skali. Zdania o “wnikaniu w głąb łodygi włosa” traktuj więc z rezerwą.
Co w takim razie zostaje? Zostaje działanie na powierzchni i wokół niej, a to wcale nie jest mało. Ten sam przegląd przypomina, że olej naniesiony na włosy potrafi ograniczyć ilość wchłanianej przez nie wody, przez co włos mniej pęcznieje. Powtarzane cykle pęcznienia i wysychania rozluźniają strukturę pasma, więc ograniczenie tego ruchu realnie zmniejsza łamliwość. Warto też pamiętać o punkcie odniesienia: w badaniu Rele i Mohile spośród oleju mineralnego, kokosowego i słonecznikowego tylko kokosowy ograniczył utratę białka z włosa.
Praktyczny wniosek brzmi tak: olej lniany sprawdza się jako emolient, czyli warstwa wygładzająca i natłuszczająca. Ułatwia rozczesywanie, ogranicza puszenie, poprawia połysk. Nie jest natomiast odbudową włosa od środka i nie zastąpi produktów proteinowych ani zabiegów u fryzjera.
Poniższe zestawienie porządkuje to, co o olejach na włosach faktycznie sprawdzono, i pokazuje, gdzie w tej układance mieści się olej lniany.
| Olej | Dominujący typ kwasów tłuszczowych | Dyfuzja do wnętrza włosa | Wynik w badaniu Rele i Mohile |
|---|---|---|---|
| Kokosowy | nasycone, głównie kwas laurynowy | dobra, dzięki małej masie cząsteczkowej i prostemu łańcuchowi | jedyny, który ograniczył utratę białka we włosach zdrowych i uszkodzonych |
| Słonecznikowy | wielonienasycone | słaba | nie ograniczył utraty białka |
| Mineralny | węglowodory, bez kwasów tłuszczowych | słaba | nie ograniczył utraty białka |
| Lniany | wielonienasycone, kwas alfa-linolenowy 51,9 do 55,2 procent | słaba, zgodnie z ogólną zasadą dla olejów wielonienasyconych | nie był przedmiotem tego badania |
Tabela nie jest wyrokiem na olej lniany. Pokazuje tylko, że jego rola to wygładzanie i natłuszczanie powierzchni, a nie regeneracja od środka. Oczekiwania dopasowane do faktycznego mechanizmu to najprostszy sposób, żeby nie rozczarować się po miesiącu.
Olej lniany aplikuje się na trzy sposoby, a każdy odpowiada innej potrzebie. Można je mieszać, ale nie w tym samym dniu.
To podstawowa metoda. Rozprowadź olej na suchych lub lekko zwilżonych długościach i omiń strefę przy skórze, jeśli włosy szybko się przetłuszczają. Ilość odmierzysz na oko: na włosy do ramion wystarczy łyżeczka, na długie i gęste dwie. Spnij pasma i przykryj je ręcznikiem albo czepkiem, żeby olej nie zabrudził ubrania.
O czas olejowania spierają się nawet zwolenniczki metody. Kilkadziesiąt minut wystarczy, żeby wygładzić pasma. Zostawianie oleju lnianego na całą noc ma jednak w jego przypadku konkretny minus: to olej schnący, który pod wpływem tlenu z powietrza polimeryzuje w procesie autooksydacji. Im dłużej cienka warstwa oleju lnianego styka się z powietrzem, tym trudniej ją potem zmyć, a zapach robi się nieprzyjemny. Jeśli zależy ci na nocnej kuracji, lepiej sięgnąć po olej mniej nienasycony.
Olejowanie skóry głowy jest zabiegiem osobnym i rządzi się własnymi prawami. Rozprowadź kilka kropli opuszkami palców po przedziałkach i masuj przez chwilę, bez szorowania paznokciami. Cel jest tu inny niż przy długościach: chodzi o natłuszczenie przesuszonego naskórka, a nie o pielęgnację włókna. Osoby z łojotokiem, łupieżem tłustym albo zmianami zapalnymi powinny ten wariant omówić z dermatologiem, zamiast eksperymentować na własną rękę.
Na wilgotne, przetarte ręcznikiem końcówki nałóż dosłownie kroplę lub dwie rozgrzane w dłoniach. Ta warstwa zostaje na włosach, więc łatwo tu przesadzić. Lepiej dołożyć następnym razem, niż myć głowę dwa razy tego samego dnia.
Ten etap decyduje o wszystkim. Szampon nałóż na suche, natłuszczone pasma jeszcze przed spłukaniem i porządnie zemulguj go w dłoniach. Dopiero wtedy wchodzi woda. Odwrotna kolejność, czyli najpierw woda, potem szampon, kończy się trzecim i czwartym myciem.
Potrzebujesz dwóch myć. Pierwsze usuwa tłuszcz, drugie oczyszcza. Myj letnią wodą, bo gorąca podrażnia skórę głowy i wcale nie rozpuszcza oleju lepiej. Jeśli po wysuszeniu włosy nadal sprawiają wrażenie obciążonych, przy kolejnym zabiegu zmniejsz ilość oleju zamiast zwiększać liczbę myć.
Odżywkę nałóż dopiero po całkowitym zmyciu oleju i tylko na długości. Nakładanie jej na resztki tłuszczu daje efekt odwrotny do zamierzonego, bo warstwa kondycjonera zamyka olej na włosie zamiast go usunąć.
Zacznij od jednego zabiegu tygodniowo, powiązanego z myciem głowy. Resztę podpowie skóra głowy: im szybciej się przetłuszcza, tym rzadziej sięgaj po olej. Włosy grube, suche i kręcone zniosą częstsze olejowanie. Cienkie i proste nie.
Nie oceniaj efektów po jednym razie. Realnie zauważysz cztery rzeczy:
Jeżeli po trzech albo czterech zabiegach włosy są cięższe, a nie ładniejsze, zmień proporcje. Nie dokładaj produktu.
Pomaga proste notowanie. Zapisz datę zabiegu, ilość oleju i wrażenie po wysuszeniu, a po miesiącu zobaczysz zależność, której z pamięci nie odtworzysz. Największym wrogiem olejowania jest zmienianie kilku rzeczy naraz: nowy szampon, inna ilość oleju i dłuższy czas maski dają wynik, z którego nic nie wynika.
Pora roku też ma znaczenie. Zimą, przy suchym powietrzu z ogrzewania i czapce ocierającej pasma, częstsze olejowanie ma uzasadnienie. Latem, gdy skóra głowy poci się mocniej, ten sam schemat okazuje się za ciężki.
Warto też uczciwie oddzielić pielęgnację od problemów, które jej nie podlegają. Wypadanie włosów, przerzedzenie czy zmiany na skórze głowy mają przyczyny, których nie rozwiąże żaden olej. To materiał na wizytę u lekarza, nie na kolejną maskę.
Przy oleju lnianym jakość surowca liczy się bardziej niż przy większości innych olejów, bo ten produkt psuje się szybko. Kupuj olej tłoczony na zimno, w ciemnej butelce, z czytelną datą i najlepiej w małym opakowaniu, które zdążysz zużyć.
Osobna sprawa to olej z działu spożywczego kontra olej z półki kosmetycznej. Skład często mają ten sam, a różnią się ceną i opakowaniem. Olej tłoczony na zimno, nierafinowany i trzymany w chłodni także w sklepie posłuży do pielęgnacji równie dobrze. Butelka, która stała tygodniami na jasnej półce w temperaturze pokojowej, nie nadaje się ani do jedzenia, ani na włosy.
Zjełczały olej zdradza zapach: ostry, przypominający farbę olejną. Gęstniejąca konsystencja potwierdza diagnozę. Taki produkt wyrzuć. Nakładanie go na skórę głowy to proszenie się o podrażnienie.
Cienkie włosy o niskiej gęstości źle znoszą ciężkie emolienty. W ich przypadku rozsądniejsza jest aplikacja punktowa na same końcówki albo rezygnacja na rzecz lżejszej formuły. Podobnie przy włosach, które szybko się przetłuszczają: olejowanie skóry głowy zwykle tylko skraca czas do kolejnego mycia.
Drugie ograniczenie dotyczy skóry wrażliwej. Domowa “próba uczuleniowa” na przedramieniu nie jest badaniem diagnostycznym i nie należy jej mylić z testem płatkowym, który w gabinecie wykonuje się z odczytem po 96 godzinach, bo reakcja alergiczna rozwija się zwykle w ciągu 48 do 96 godzin. Domowy test daje jedynie zgrubną informację, czy produkt od razu podrażnia skórę. Przy nawracającym świądzie, zaczerwienieniu czy sączących się zmianach właściwym adresem jest dermatolog.
Osobna kwestia to olej lniany pity albo połykany w kapsułkach z myślą o włosach. Amerykański ośrodek badań nad metodami niekonwencjonalnymi zwraca uwagę, że większe dawki siemienia lnianego lub oleju lnianego mogą powodować dolegliwości trawienne, a teoretycznie mogą też wchodzić w interakcje z lekami przeciwzakrzepowymi i przeciwpłytkowymi. Ten tekst ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą, zwłaszcza jeśli przyjmujesz leki na stałe.
Na etykietach szamponów, masek i odżywek olej lniany kryje się pod nazwą Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil. To nie chwyt marketingowy, tylko efekt unijnych zasad oznakowania. Producent musi podać skład na opakowaniu, a Komisja Europejska prowadzi słownik wspólnych nazw składników, żeby oznakowanie było jednolite i żeby dało się porównywać produkty między krajami.
Pozycja składnika na liście mówi o jego udziale. Jeśli olej lniany stoi na trzecim miejscu, jest go w formule sporo. Jeśli figuruje tuż przed substancjami zapachowymi, jego udział jest śladowy i trudno oczekiwać po nim wiele. Przy gotowych kosmetykach dochodzi jeszcze jedna zaleta wobec czystego oleju: producent musi zabezpieczyć formułę przed utlenianiem, więc nie zjełczeje ona po miesiącu w łazience.
Źródła: